Ewentualna decyzja Białego Domu o zakazie eksportu oleju napędowego ze Stanów Zjednoczonych mogłaby wywołać potężny wstrząs w europejskich łańcuchach dostaw. W obliczu rosnących kosztów paliw w USA administracja Donalda Trumpa rozważa ograniczenie wysyłek za granicę oraz apeluje do Europy o uwalnianie rezerw paliwowych. Taki krok mógłby jednak się okazać potężnym ciosem dla europejskiego sektora transportu drogowego, który po odcięciu dostaw z Bliskiego Wschodu i Rosji stał się silnie uzależniony od amerykańskiego surowca, pokrywającego obecnie połowę unijnego importu drogą morską.
Skutki błyskawicznie odczuliby konsumenci. Według ekspertów z branży logistycznej, przy cenach diesla sięgających nawet 3 euro za litr (średnia w UE już teraz bije rekordy), koszty transportu drastycznie wzrosną, co przełoży się na droższe towary w sklepach. Szczególnie zagrożone są małe i średnie firmy przewozowe operujące na niskich marżach. Płacąc z góry za paliwo, myto i pensje, a czekając tygodniami na uregulowanie faktur przez klientów, mogą one szybko utracić płynność finansową. W samej Polsce z rynku zniknęło już w tym roku ponad tysiąc mniejszych podmiotów. Przewoźnicy zmuszeni będą do radykalnych kroków: selekcji rentownych tras, doliczania ukrytych dopłat paliwowych lub – w skrajnych przypadkach – unieruchomienia flot, co grozi przerwami w dostawach żywności i leków. Eksperci ostrzegają, że bezpieczeństwo paliwowe Europy staje się palącym problemem strategicznym.



