Poniedziałkowy handel na rynkach surowcowych upływa pod znakiem ogromnej zmienności. Inwestorzy z niepokojem wyczekują upływu ultimatum, jakie prezydent Donald Trump postawił Teheranowi. Na horyzoncie widać widmo starcia, które może doprowadzić ceny ropy do poziomów nienotowanych od historycznego kryzysu z 2008 roku.
Sytuacja w Zatoce Perskiej osiągnęła punkt wrzenia. Po tym, jak pod koniec lutego ataki USA i Izraela sprowokowały Iran do faktycznego zamknięcia Cieśniny Ormuz, globalna gospodarka zaczęła odczuwać skutki paraliżu jednego z najważniejszych szlaków handlowych świata. Przez ten wąski przesmyk przepływa zazwyczaj 20% światowych dostaw ropy.
Dyplomacja na celowniku: Energetyczny szach-mat
W minioną sobotę Donald Trump zagroził „unicestwieniem” irańskich elektrowni, jeśli Teheran nie odblokuje Cieśniny w ciągu 48 godzin. Termin ten upływa w poniedziałek czasu waszyngtońskiego. Odpowiedź Iranu była natychmiastowa i równie ostra:
„Jeśli nasza sieć elektryczna zostanie zaatakowana, instalacje energetyczne i wodne w całym regionie staną się dla nas legalnymi celami” – zapowiedział Mohammad Baqer Qalibaf, rzecznik irańskiego parlamentu.
Eskalacja ta budzi strach o trwałe zniszczenie infrastruktury krytycznej w całym regionie Zatoki Perskiej, co mogłoby wyłączyć podaż surowców na długie miesiące.
Rynki reagują: Goldman Sachs rewiduje prognozy
Niepewność natychmiast przełożyła się na wykresy. Choć sesja zaczęła się od spadków, ceny szybko odbiły:
- Ropa Brent wzrosła o 1%, osiągając poziom 113,32 USD za baryłkę.
- Ropa WTI podrożała o blisko 2,8%, przebijając barierę 101 USD.
Analitycy Goldman Sachs nie pozostawiają złudzeń – to dopiero początek. Bank drastycznie podniósł swoje prognozy, przewidując średnią cenę Brent na poziomie 110 USD w marcu i kwietniu (wobec wcześniejszych 98 USD). Eksperci ostrzegają: jeśli przepływ przez Ormuz pozostanie ograniczony do zaledwie 5% normy przez najbliższe 10 tygodni, ceny Brent mogą przebić historyczny rekord z lipca 2008 roku, kiedy to baryłka kosztowała 147 USD.
Największy kryzys od lat 70.?
Fatih Birol, dyrektor wykonawczy Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE), ocenił sytuację jako „bardzo poważną”. Według niego obecny kryzys na Bliskim Wschodzie, w połączeniu z wcześniejszymi skutkami wojny rosyjsko-ukraińskiej, ma większą siłę rażenia niż szoki naftowe z lat 70. XX wieku.
W odpowiedzi na kryzys państwa członkowskie MAE zdecydowały 11 marca o uwolnieniu rekordowych 400 milionów baryłek ropy z rezerw strategicznych. Birol pozostaje w kontakcie z rządami w Europie i Azji w sprawie ewentualnych dalszych interwencji, choć podkreśla, że jedynym realnym rozwiązaniem jest pełne otwarcie Cieśniny Ormuz.
Rosnący rozstrzał między Brent a WTI
Interesującym zjawiskiem jest pogłębiająca się różnica w cenie między dwoma głównymi benchmarkami. Spread (różnica) między ropą Brent a amerykańską WTI przekroczył w poniedziałek 14 USD – to najwyższy poziom od lat. Jak zauważa Amrita Sen z Market Intelligence, Stany Zjednoczone pozostają obecnie najlepiej chronionym regionem świata. Jako największy producent ropy na świecie i posiadacz ogromnych rezerw strategicznych, USA mają „poduszkę bezpieczeństwa”, której brakuje Europie i Azji, bezpośrednio uzależnionym od dostaw drogą morską z Bliskiego Wschodu.
Inwestorzy z napięciem obserwują teraz zegar w Waszyngtonie. Następne godziny zdecydują, czy rynek czeka jedynie przejściowa turbulencja, czy długotrwały kryzys energetyczny, który zdusi globalny wzrost gospodarczy.