Donald Trump ogłosił znaczną eskalację sporu handlowego z północnym sąsiadem. Po fiasku zeszłotygodniowych rokowań, od 1 stycznia 2027 roku Stany Zjednoczone zamierzają obłożyć 50-procentowymi stawkami celnymi kanadyjskie samochody, ciężarówki, części samochodowe oraz stal. W swoich mediach społecznościowych amerykański prezydent dał do zrozumienia, że jedynym sposobem na uniknięcie opłat jest przeniesienie produkcji na terytorium USA.
Zapowiedziany okres przejściowy ma dać czas na ewentualny powrót do rozmów, jednak obecnie obie strony pozostają na twardych stanowiskach. W odpowiedzi na pierwsze podwyżki ceł ze strony Waszyngtonu, premier Kanady Mark Carney zapowiedział cła odwetowe na amerykańską stal, produkty mleczarskie, sprzęt AGD czy elektronikę. Carney podkreślił, że wojna handlowa uderzy bezpośrednio w amerykańskich pracowników, przypominając, że Kanada jest głównym odbiorcą samochodów z USA. Zaznaczył jednak, że Ottawa jest gotowa na ponowne negocjacje, o ile podejście Białego Domu ulegnie zmianie.
Eskalacja wywołała ostre reakcje kanadyjskich polityków lokalnych, w tym premiera Ontario Douga Forda oraz szefa rządu Kolumbii Brytyjskiej Davida Eby’ego, którzy nawoływali do zdecydowanego oporu. W samych Stanach Zjednoczonych polityka Trumpa spotkała się z krytyką części Republikanów. Senator Susan Collins zwróciła uwagę, że tak wysokie taryfy odbiją się na amerykańskich konsumentach i przedsiębiorcach, prowadząc do wzrostu kosztów życia, budowy domów oraz niepewności rynkowej.