Wczoraj do brzegów Kuby dotarł rosyjski tankowiec transportujący ropę naftową, co stanowi kluczowe wsparcie dla wyspy zmagającej się z kryzysem energetycznym. Mimo prowadzonej od miesięcy blokady importu surowców, Stany Zjednoczone tym razem zdecydowały się nie interweniować.
Ładunek o objętości około 730 tysięcy baryłek zapewni Kubie zaledwie kilka tygodni spokoju przed widmem całkowitego wyczerpania rezerw. Choć Donald Trump przedstawił tę decyzję jako gest humanitarny, eksperci wskazują na drugie dno. Według analityków złagodzenie nacisków na Hawanę wynika z faktu, że amerykańska administracja jest obecnie pochłonięta konfliktem z Iranem, co zepchnęło sprawy kubańskie na dalszy plan.