Nieustające starcia odwetowe między siłami USA a Iranem w rejonie Zatoki Perskiej ponownie zagroziły bezpieczeństwu statków handlowych w Cieśninie Ormuz, wystawiając rynki finansowe na ciężką próbę. W poniedziałek rano baryłka ropy Brent podrożała o blisko 5%, osiągając poziom 79 dolarów – to o ponad 9% więcej niż przed wybuchem konfliktu.
Według danych firmy Kpler, dobowy ruch frachtowców spadł do alarmująco niskiego poziomu; w miniony czwartek na przeprawę zdecydowały się zaledwie 22 jednostki, podczas gdy przed wojną cieśninę pokonywało średnio 130 statków dziennie. Najnowsza faza konfliktu rozpoczęła się od uderzenia USA na około 140 celów w Iranie w odpowiedzi na irański atak na kontenerowiec. Teheran nie pozostał dłużny, ostrzeliwując w poniedziałek amerykańskie obiekty wojskowe m.in. w Jordanii, Kuwejcie i Bahrajnie.
Eksperci wskazują, że chwilowa stabilizacja wypracowana dzięki zeszłomiesięcznemu zawieszeniu broni została całkowicie zaprzepaszczona. Choć czerwcowy wzrost eksportu o 6,5 miliona baryłek dziennie pomógł wcześniej obniżyć ceny, obecny powrót do punktu wyjścia budzi niepokój ekonomistów. Zamiast prognozowanej nadpodaży surowca, rynek może zderzyć się z destrukcją popytu wywołaną drożyzną. W USA galon benzyny kosztuje już średnio 3,88 dolara (o 30% więcej niż przed wojną), co negatywnie odbija się na giełdach w Nowym Jorku i Azji oraz winduje rentowność amerykańskich obligacji skarbowych do poziomu 4,58%.
Analitycy zauważają jednak, że rynki częściowo przywykły do geopolitycznej sinusoidy, przez co obecne wahania cen nie odzwierciedlają w pełni realnego ryzyka. Zarzewiem najnowszych potyczek pozostaje wyznaczona trasa żeglugowa – Teheran sprzeciwia się omijaniu swoich wód i korzystaniu z korytarza wzdłuż wybrzeża Omanu pod protekcją USA. Ostatnio zaatakowane statki znajdowały się właśnie na wodach omańskich, podczas gdy dawna, środkowa trasa przez cieśninę pozostaje zablokowana z powodu zagrożenia irańskimi minami.