Oczekuje się, że początek 2026 roku przyniesie rozczarowujące wyniki finansowe europejskich gigantów chemicznych. Główną przyczyną jest trwająca wojna amerykańsko-izraelska z Iranem, która wywołała chaos na rynkach surowców i drastyczny wzrost cen energii. Niemieckie zrzeszenie VCI podkreśla, że branża chemiczna jest na te wstrząsy wyjątkowo podatna z racji ogromnego uzależnienia od gazu i ropy. Sytuacja ta pogłębiła problemy sektora, który od dłuższego czasu zmaga się ze słabym popytem i zatorami w łańcuchach dostaw.
Aby ratować spadające marże, czołowe koncerny, takie jak BASF, Lanxess czy Brenntag, zdecydowały się na przeniesienie kosztów na klientów poprzez seryjne podwyżki cen. Chociaż początkowo rynek je zaakceptował, eksperci z instytutów badawczych Ifo i DIW ostrzegają, że na dłuższą metę może to jeszcze bardziej stłumić i tak już słaby popyt na Starym Kontynencie. Dodatkowo wysokie ceny osłabiają pozycję Europy względem producentów azjatyckich, którzy dysponują znacznie niższymi kosztami operacyjnymi i mogą łatwiej przetrwać rynkowe zawirowania.
Nawet obecne, dwutygodniowe zawieszenie broni nie zwiastuje natychmiastowej poprawy sytuacji. Choć zdjęło ono z rynku część bezpośredniej presji, analitycy ostrzegają, że stabilizacja cen energii będzie procesem powolnym i uzależnionym od trwałego wygaszenia konfliktu.