Walka o przetrwanie europejskiego sektora stalowego od zawsze wymagała bolesnych kompromisów. Jednak w obliczu zalewu taniego importu, wygasających mechanizmów ochronnych oraz powrotu Donalda Trumpa do protekcjonistycznej polityki, Komisja Europejska musiała podjąć radykalne kroki. Aby uratować przemysł kluczowy dla obronności i produkcji, Bruksela sięgnęła po nieszablonowe narzędzia prawne i bezkompromisową dyplomację.
Drastycznie ograniczając napływ stali z zagranicy, UE postawiła partnerów handlowych pod ścianą. Dało to lokalnym producentom chwilę oddechu, ale jednocześnie nadszarpnęło zaufanie kluczowych sojuszników, z którymi Wspólnota dotychczas próbowała tworzyć front przeciwko dominacji przemysłowej Chin.
Utrata znaczenia umów handlowych: Zagraniczni dyplomaci ubolewają, że dwustronne umowy o wolnym handlu z UE straciły na znaczeniu po tym, jak Bruksela jednostronnie niemal o połowę zmniejszyła bezcłowe kontyngenty (w przypadku Chin redukcja sięgnęła aż dwóch trzecich).
Warunek konieczny: Państwa posiadające umowy wolnocłowe potraktowano nieco łagodniej, ale tylko pod warunkiem, że zrezygnują one z drogi odwoławczej i nie zaskarżą nowych ograniczeń.
Presja i twarde fakty
Krok ten był wymuszony głębokim kryzysem – produkcja stali w Europie w 2025 roku spadła do rekordowo niskiego poziomu, podczas gdy zagraniczni dostawcy przejmowali rynek. Sytuację pogorszył powrót Donalda Trumpa do Białego Domu na początku 2025 roku oraz podniesienie przez Waszyngton ceł na stal do 50% w czerwcu tamtego roku. Groziło to przekierowaniem globalnych nadwyżek surowca do Europy, zwłaszcza że dotychczasowe unijne tarcze ochronne miały wygasnąć 1 lipca bieżącego roku (2026).
Bruksela, korzystając z Artykułu 28 układu GATT, podwoiła cła do 50% i ścięła limity importowe. Partnerom handlowym przedstawiono ofertę nie do odrzucenia: akceptacja nowych, narzuconych z góry kwot albo całkowita utrata udziałów w rynku na rzecz innych dostawców. Większość krajów (w tym Turcja, Korea Południowa i Indie) ugięła się pod tą presją. Jedynie Japonia i Wietnam nie zdecydowały się na podpisanie porozumienia.
„Powinniśmy byli zacząć działać w ten sposób już dawno temu. UE wreszcie pokazała siłę, niemalże przystawiając pistolet do skroni swoich partnerów handlowych”.
— Laurent Ruessmann, prawnik ds. handlu z RB Legal.
Z drugiej strony pojawiają się głosy krytyczne. Część europejskich dyplomatów ostrzega, że tak agresywna postawa wywołała ogromne napięcia z najbliższymi partnerami, takimi jak Brazylia czy Japonia. Istnieje również realna obawa, że ten „stalowy dyktat” stworzy niebezpieczny precedens dla innych zagrożonych sektorów, takich jak przemysł chemiczny czy stoczniowy, które już teraz z niepokojem obserwują działania Komisji Europejskiej.