Proponowane modyfikacje unijnego prawa mogą sprawić, że koncerny naftowe, takie jak TotalEnergies, zaczną pojawiać się w portfelach funduszy zrównoważonego rozwoju. Choć większość rządów państw UE deklaruje chęć odejścia od paliw kopalnych, ich podejście staje się znacznie mniej radykalne, gdy w grę wchodzą interesy gigantów sektora energetycznego.
Podczas niedawnego spotkania kraje członkowskie wypracowały kompromis, który ułatwi napływ prywatnego kapitału oznaczanego jako „zielony” do przedsiębiorstw realizujących nowe projekty węglowodorowe. W praktyce oznacza to, że korporacje przeznaczające miliardy na nowe odwierty i pola gazowe nadal będą mogły kwalifikować się do funduszy zrównoważonego inwestowania. Warunkiem jest równoległe finansowanie czystych technologii, takich jak turbiny wiatrowe, fotowoltaika, wodór czy systemy wychwytywania dwutlenku węgla (CCUS).
Taki krok istotnie osłabia pierwotną, bardziej rygorystyczną inicjatywę Komisji Europejskiej. Bruksela dążyła bowiem do tego, by kapitał trafiał przede wszystkim do podmiotów realnie transformujących swój model biznesowy. Celem reformy SFDR (rozporządzenia o ujawnianiu informacji związanych ze zrównoważonym finansowaniem) było jasne oddzielenie funduszy stricte ekologicznych od tzw. funduszy transformacyjnych. Miało to ułatwić konsumentom podejmowanie decyzji i ukrócić zjawisko greenwashingu.
Choć eksperci zgadzają się, że sektory emisyjne potrzebują kapitału na dekarbonizację, organizacje ekologiczne alarmują, że rządy poszły za daleko. Isabella Ritter z organizacji ShareAction podkreśla, że to jawne przyzwolenie na wprowadzanie inwestorów w błąd. Co wymowne, decyzje te zapadały w momencie, gdy Europa zmagała się z kolejną rekordową falą upałów wywołaną zmianami klimatycznymi.
Zgodność z Porozumieniem Paryskim
Kością niezgody pozostaje kryterium wykluczenia firm poszukujących nowych złóż, co stoi w sprzeczności z celem ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5°C. Rządy państw UE chcą jednak znieść to obostrzenie dla firm, które przeznaczają przynajmniej 20% swoich rocznych nakładów inwestycyjnych (CapEx) na zielone projekty. Branża paliwowa argumentuje to koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego i uniezależnienia się od niestabilnych rynków zewnętrznych.
Analitycy są jednak sceptyczni. Pierre Garrault z Forum Europejskiego ds. Zrównoważonego Inwestowania zauważa, że koncern naftowy rozbudowujący infrastrukturę wydobywczą nie może wiarygodnie twierdzić, że przechodzi transformację, nawet jeśli ułamek jego budżetu zasila OZE. Nowe wytyczne mogą jedynie zdezorientować przeciętnego ciułacza.
Rada UE musi teraz wypracować ostateczne porozumienie z Parlamentem Europejskim i Komisją. Sprawa ta stała się najbardziej politycznym i spornym punktem w dotychczas technicznym i zgodnym procesie legislacyjnym nad SFDR.
Nowy podział funduszy
Zgodnie z ubiegłorocznym projektem Komisji, fundusze miały zostać podzielone na trzy przejrzyste kategorie: dla inwestycji w pełni zrównoważonych, dla podmiotów w fazie transformacji oraz dla tych realizujących podstawowe kryteria ESG. KE chciała całkowicie odciąć firmy rozwijające projekty kopalne od dwóch pierwszych, najbardziej prestiżowych grup.
Lobby paliwowe (w tym TotalEnergies i stowarzyszenie Eurogas) ostro skrytykowało te plany, nazywając je nieproporcjonalnymi. Dla kontekstu: TotalEnergies wydał niedawno blisko 6 miliardów dolarów (ponad jedną trzecią budżetu inwestycyjnego) na nowe projekty naftowo-gazowe, podczas gdy na zieloną energię przeznaczył 27%. Jeśli stanowisko rządów przeważy, francuski gigant bez trudu utrzyma status spółki „transformacyjnej”, co krytycy oceniają jako dawanie korporacjom darmowej przepustki do zielonych funduszy.