Poranna kawa, sok pomarańczowy czy owoce do niedzielnego śniadania mogą wkrótce mocno zdrożeć. Nowe plany Komisji Europejskiej zakładające całkowity zakaz pozostałości wybranych niebezpiecznych pestycydów – zakazanych na terenie Wspólnoty – w towarach sprowadzanych z zagranicy wywołują poważne obawy o wzrost cen i spadek dostępności żywności.
Z analizy przeprowadzonego przez Wspólnotowe Centrum Badawcze (JRC) wynika, że w skrajnym scenariuszu, w którym zagraniczni producenci nie dostosują się do nowych norm, ceny kawy mogłyby wzrosnąć nawet o 332%, a owoców cytrusowych o 82%. Jednocześnie unijny import rolny spadłby o 41%. Nawet w bardziej umiarkowanych wariantach konsumenci musieliby liczyć się z wyższymi rachunkami w sklepach.
Dla Brukseli to trudny dylemat polityczny: z jednej strony próba ułagodzenia unijnych rolników domagających się równych zasad konkurowania (m.in. w cieniu umowy z Mercosurem), z drugiej – ryzyko gniewu konsumentów uderzonych wyższymi kosztami życia. Planowane przepisy spotykają się z ostrą krytyką państw trzecich. Producenci m.in. z Maroka, RPA, Kanady czy Brazylii uważają te regulacje za protekcjonistyczną barierę handlową, która ignoruje odmienne warunki klimatyczne i specyfikę upraw w różnych regionach świata. Sprawa wywołuje już napięcia na forum Światowej Organizacji Handlu (WTO), gdzie kraje takie jak USA, Australia czy Kanada kwestionują legalność unijnych rozwiązań. Tymczasem Komisja nie ogłosiła jeszcze ostatecznej listy zakazanych substancji, a decyzje mają zapadać indywidualnie.