Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) oficjalnie ogłosiło w czwartek zakończenie blokady morskiej nałożonej na irańskie porty oraz strefę przybrzeżną. Amerykańskie siły morskie zaprzestały jakichkolwiek działań ograniczających swobodną żeglugę handlową w rejonie Zatoki Perskiej oraz Zatoki Omańskiej. Decyzja ta została podjęta na bezpośredni wniosek prezydenta Stanów Zjednoczonych. W oficjalnym komunikacie opublikowanym na platformie X wojsko sprecyzowało jednak, że okręty wojenne USA nie wycofają się z tamtejszych akwenów. Ich dalsza obecność ma służyć jako gwarant stabilności oraz nadzór nad ścisłym realizowaniem warunków wynegocjowanego z Teheranem porozumienia.
Wcześniej tego samego dnia do sytuacji na Bliskim Wschodzie odniósł się wiceprezydent J.D. Vance. Podczas konferencji prasowej w Białym Domu polityk zakomunikował, że na ten moment obie strony konfliktu wywiązują się ze swoich zobowiązań wynikających ze wstępnego traktatu pokojowego. Najlepszym tego dowodem jest pełne odblokowanie kluczowej dla światowych rynków cieśniny Ormuz. Przebieg minionej nocy okazał się przełomowy – szlakiem tym przetransportowano rekordowe od początku wojny 12,5 miliona baryłek ropy naftowej. Vance podkreślił, że irańskie siły powstrzymały się od atakowania jednostek komercyjnych przez kolejną dobę, natomiast CENTCOM bez przeszkód przepuścił kilkanaście statków towarowych.
Amerykańska administracja dała jasno do zrozumienia, że oczekuje analogicznej postawy od pozostałych graczy w regionie, w tym od rządu w Tel Awiwie. W kontekście niedawnych operacji militarnych Izraela na terytorium Libanu, wiceprezydent USA zaapelował o wstrzemięźliwość i bezwzględne honorowanie ustaleń pokojowych. Zaznaczył, że z jednej strony Hezbollah musi zaprzestać uderzeń rakietowych i dronowych, z drugiej zaś Izrael powinien zakończyć eskalację działań zbrojnych na libańskiej ziemi. Stabilizacja tego regionu ma fundamentalne znaczenie geopolityczne. Przypomnijmy, że przed marcem, kiedy to Iran zablokował cieśninę Ormuz, ten wąski przesmyk obsługiwał niemal 20 procent światowych dostaw ropy i gazu ziemnego, zaopatrując głównie odbiorców w Europie oraz Azji.